2013/11/21

You Were On Fire

Tego dnia jest pięknie. Chłód jakby przyjemniejszy, powietrze przejrzystsze, z łatwością rozlewa się w nim czułość. Długie sekundy wpatruję się w ostatnie zdjęcie na wyświetlaczu aparatu i czuję, że mogę powiedzieć "mamy to". Wracając wylewam z siebie dużo słów, może nawet zbyt dużo, nie wiem czy mają sens, czy oddają moją radość, wdzięczność. Ogniste włosy Natalii cudownie równoważą spokój, który od niej bije. Oczy miała uśmiechnięte i z anielską cierpliwością amortyzowała wysypywane przeze mnie słowa.

Spodziewałam się, że będzie dobrze. W jej barwach, piegach i koronce widziałam cząstkę siebie, którą bardzo chciałam utrwalić. Pracowałam niby podobnie, a zarazem jakby w innym wymiarze. Światło było naszym sprzymierzeńcem, niosło piękne ujęcia, jedno za drugim.

Największą nagrodą jest ich radość, a tuż obok moja satysfakcja. To uczucie, że jestem we właściwym miejscu i robię to, co powinnam. Spokój, spełnienie i głód. Ogromny głód tworzenia.





























 

Więcej reportaży, plenerów i sesji portretowych mojego autorstwa znajdziecie ma blogu AS.

2013/11/13

Stworzenie

Widziałam dziś dziewczynkę z kagańcem na sercu. Smutne oczy uginały się pod spuchniętymi powiekami, a ja zastanawiałam się jak ciężkie mogą być tak czyste łzy. Wyciągnęłam ku niej chusteczkę i gdy po nią sięgała, zobaczyłam, że ma prawie czarne paznokcie. Trzymała ją w swoich drobnych dłoniach, a ja obserwowałam jak powoli sączą się w nią barwy. Sara spytała mnie ostatnio z jakich kolorów powstaje czerń, odpowiedziałam, że nie ma takich kolorów, które mogłaby połączyć. Teraz patrzyłam na strużki najpiękniejszych barw spływających po palcach dziewczynki, a chusteczka z każdą chwilą ciemniała coraz bardziej. Patrzyła na mnie za spokojną obojętnością. Policzki miała suche, choć oczy nadal zmęczone. Uniosła złączone dłonie do ust i zamknęła w nich szeptem jakieś słowa. Patrzyłam w otępieniu, bojąc się zrobić choćby krok w jej stronę, by nie uciekła. W końcu uniosła głowę i spojrzała na mnie z dojrzałością nie pasującą do jej ciała. Rozchyliła dłonie i ujrzałam drobne stworzenie, którego nie potrafiłam nazwać. Było piękne, pokolorowane beztroską i zaufaniem. Stworzenie usiadło na jej ramieniu, a ona objęła moją twarz i uśmiechnęła się po raz pierwszy. Przymknęłam oczy pod wpływem otulającego ciepła i dopiero igiełki  lodowatej wody przywróciły mnie do rzeczywistości. Stałam nachylona nad umywalką i czułam jak woda powoli spływa po mojej twarzy budząc ją w rzeczywistości.








Patrzyłam dziś na płaczące gałęzie i zmąconą wodę z pytaniem: Ile kolorów mieści się w czerni?