2013/05/12

Harce Pod Srebrną Górą

Do ostatniej chwili nie wiedziałam, czy uda mi się wpaść do Uli (jednej z moich małych modelek) na przyjęcie po I Komunii Świętej, ale na szczęście znalazła się chwila czasu. Cieszę się nie tylko dlatego, że mogłam się przydać nieco cioci, ale przede wszystkim dlatego, że naprawdę lubię zdjęcia, które tam powstały. Dostałam zgodę na publikacje, dlatego dzielę się garstką również z Wami. Jestem zauroczona miejscem, w którym się to wszystko wydarzyło, a jest to Agroturystyka Pod Srebrną Górą. Aż nie mogę uwierzyć, że tak urokliwy zakątek znajduję się w tej samej wiosce, co dom moich rodziców. Chyba muszę wnikliwiej pozwiedzać swoje okolice.




















Mother of Rabbits, a co.

2013/04/28

To get a dream of life again

Ukojenie po długiej, duszącej bezczynności. Spotkałyśmy się niemal z dnia na dzień. Chciałam przypomnieć sobie jak to było, gdy zdjęcia robiło się w cztery oczy, gdy makijażem było symboliczne muśnięcie twarzy, a ubrania, wyrwane z codzienności, były tylko tłem. Gdy nie było wymówek, że nie ma się ekipy, bo przecież wszystko można było zrobić samemu kilka kroków od domu. Dla czystej przyjemności, bez pośpiechu i obowiązku. Nie planowałam. Nie robiłam edytorialu do kolorowego magazynu, nie fotografowałam mody, tylko człowieka. Nie szukałam profesjonalistki, chciałam po prostu dziewczynę z mojego miasta. Doświadczenie nie jest potrzebne, gdy umie się słuchać. Uwielbiam powoli otwierać swoje modelki, doprowadzić do tego, by przestały grać, a zaczęły odczuwać. Wtedy stają się naprawdę piękne, dzikie i silne. Zaczęłyśmy o 18 i po dwóch godzinach było już po wszystkim. Kamila potrafiła słuchać doskonale. Gdy zamknęłam za nią drzwi, wszystko wydało mi się odrobinę inne, lepsze. Czuję jakbym dotarła do czystego źródła. Brzmi to banalnie, ale naprawdę musiałam zrobić kilka kroków wstecz, by móc spojrzeć trzeźwo w przyszłość.

 




























2013/03/20

Domowe zoo

W moim domu zawsze były zwierzęta. Jedynie przez krótki okres pomiędzy jednymi studiami a drugimi, nie miałam sierściucha u swojego boku. W końcu zaadoptowałam jednak czarną kotkę o imieniu Suri, która towarzyszyła mi w kolejnych przeprowadzkach i zawirowaniach życiowych. Ostatecznie obie wylądowałyśmy w Jeleniej Górze, gdzie blisko mamy do całego rodzinnego zwierzyńca. Ponieważ kilka dni temu dołączyła do niego nowa, biała, puchata mordka, pomyślałam, że to w sumie dobra okazja, by przedstawić całą bandę.

Najmłodszy, ale już teraz największy - Ago.






Mycek - kocia przybłęda, która znalazła sobie dom z widokiem na Śnieżkę. Wiejski lowelas.



Dziadzio Cycek.


I banda z drugiego domu. Najmłodsza Gabi - kot który umie latać.



Jej partnerka w demolowaniu domu - Zuzia - Pieszczoch.


Dziadzio Dragon.


Moja ukochana czarna - Suri.



I jeszcze jeden kotek, przeze mnie nazywany Myszą. Potrafi mówić ludzkim głosem.




Nie wyobrażam sobie domu bez zwierzaków, może czasem dają popalić, ale życie bez nich byłoby z pewnością znacznie smutniejsze. Marzę o własnym domu z ogrodem, by zaadoptować kolejnego pieska. Kiedyś przyjdzie i na to czas.