2014/09/03

Czekolada

Tak dawno nie pisałam, że nawet nie próbuję nadrabiać zaległości. Lato się skończyło. Było pełne nowych wyzwań, wizyt młodszej siostry, ale przede wszystkim - pełne zdjęć. Nie będę wyliczać ile reportaży i sesji zrobiłam, ale uwierzcie mi, że sporo i takiego wyniku nie miałam od lat. Dysk ugina się pod ciężarem surowych obrazów czekających na dopieszczenie, a ja opracowuję system załamywania czasoprzestrzeni, żeby znaleźć sposób na pogodzenie kilku etatów. Fotograf, mama, przyszła żona. Kalendarz wskazuje już miesiąc, w którym złożę przysięgę, a chwila na przygotowania ma się pojawić dopiero za chwilę.

To nie jest narzekanie, to nawet duma. Jestem dumna z siebie, z tego, że wspinam się na wyżyny swoich umiejętności organizacji czasu i energii i że w tym wszystkim znajduję przestrzeń dla pomalowanych rzęs i codziennego wyznania miłości. Pędzę, ale szczerzę się przy tym jak dziecko. Jak dziecko po porządnej tabliczce czekolady.



















Część efektów ostatnich sesji znajdziecie tutaj:

http://blog.anitasuchocka.com/2014/07/sesja-rodzinna-zuzi-krzysia-i-antosia/ http://blog.anitasuchocka.com/2014/09/ola-zielarka/
http://blog.anitasuchocka.com/2014/06/rodzinna-sesja-brzuszkowa-aneta-krystian-i-iga/ http://blog.anitasuchocka.com/2014/08/sesja-narzeczenska-kamila-i-wojtek/

2014/07/08

Górska przysięga

Mniej więcej za dwa miesiące złożę przysięgę swojemu mężczyźnie. Będę ślubować miłość, wierność i uczciwość. Że będę przy nim i dla niego. Moje wyobrażenie odnośnie tego dnia zmieniło się diametralnie na przestrzeni lat. Głównie dzięki parom, które mi zaufały i pozwoliły towarzyszyć im w tak ważnych chwilach. Stojąc blisko, a jednak obok, zrozumiałam jak wiele rzeczy w tym dniu NIE ma znaczenia.

Nie ma znaczenia porwana sukienka, błoto na butach, wyrwany przez wiatr kosmyk włosów, rozmazany makijaż. Nie liczy się marudząca ciotka, głupie przesądy, spóźnienia, wypasiony samochód. Liczy się miłość, szczerość życzeń, wzruszenia, policzki bolące od śmiechu i nogi od tańca.

Nie będę miała odnowionej stodoły z tysiącem małych lampek pod sklepieniem, nie będę miała plenerowego ślubu w kwitnącym ogrodzie, nie będzie kryształów na stole i różnych krzeseł dla każdego z gości. Amerykański sen odłożyłam na półkę i zaczerpnęłam z niego tylko trochę wpasowując w wiejsko-polskie realia.

Widzę nas, tam wysoko w górach, mówiących słowa przysięgi z kotliną u stóp. Wiatr uniesie słowa i schowa między drzewami, by wracać do nich po latach. Widzę swój uśmiech i tłumione łzy. Będzie pięknie. Cholera, już jest.















2014/06/13

Równowaga

Dziecko jest chyba najlepszą wymówką wszechświata. By wcześniej wyjść, by chodzić w wyciągniętym dresie i koszulce poplamionej mlekiem, by zostać w domu, by się poddać. Ludzie porzucają swoje pasje dla nowych obowiązków. Zobaczysz, jak będziesz miała swoje - magiczna sentencja, która miała mi wszystko wytłumaczyć, albo po prostu uciąć rozmowę.

Mam swoje. Mam małego mlekopijcę, któremu poświęcam swoje dnie i noce. Słyszę czasem o dzieciach, które przesypiają noce, a w ciągu dnia to tylko nakarm-odłóż-przewiń. Ładne bajki. Zbliżamy się do czwartego miesiąca i faktycznie jest już dużo lepiej, ale początki nie były kolorowe. Były absorbujące, wysysające i chwilami ciężkie. Nie tak będę je jednak wspominać. Będę pamiętać pierwsze uśmiechy, guganie, małe-wielkie sukcesy i naszą cierpliwą miłość.

Mój syn został moim głównym modelem, jednak z czasem zaczęłam sięgać po aparat coraz rzadziej. Potrzebowałam swoich oddechów, tych zza aparatu z widokiem na świat zamknięty w prostokątnej ramie. Na świat, nie tylko na moje dziecko. Miłość i poświęcenie to nie jedyne rzeczy, które mogę mu podarować. Chcę, by walczył o swoje pasje i marzenia. Jakim więc byłabym przykładem, jeśli zrezygnuję ze swoich?

Dla równowagi szukam czasu tylko dla siebie. Choćby miało to być jedynie 15min z siostrą w ogrodzie.














2014/06/06

Linoskoczek

Usłyszałam dziś stwierdzenie, że jednym z uroków macierzyństwa jest kwestionowanie swojego zdrowia psychicznego. Czasem tak. Ciągłe balansowanie od ściskającego w piersi natłoku miłości, po zgrzyt zębów i tłumioną frustrację może przyprawić o regularną niestabilność emocjonalną. 

Czasami czuję się jakbym spacerowała po cienkiej taśmie rozwieszonej nad przepaścią. Nieporadnie stawiam kolejne kroki, a cel do ktorego dążę jest tylko wyobrażeniem w mojej głowie. Ciężko zachować równowagę, szczególnie gdy obce oceny szarpią za nogawki. 

Izolacja osiąga punkt krytyczny. Początkowo oswoiłam ją na swój użytek, jednak obecnie zbliża się do niebezpiecznej granicy. Zachodzi mgłą na oczy i tłumi odgłosy miasta. Idąc główną ulicą, czuję się jak zaszczute zwierzę wrzucone na cyrkową arenę. Przyglądam się ludziom i próbuję sprowokować swoją ciekawość, ale coś nie chce zaskoczyć. 

Śpię mniej, śnię więcej. Może czujność pomaga przedrzeć się podświadomości. W snach jestem sama, to chyba zdrowa przeciwwaga do codzienności przepełnionej pełnym oddaniem. Dobrowolnym oddaniem, które codziennie honorowane jest orderem uśmiechu i spojrzeniem pełnym ufności. Taśma się stabilizuje.

Zamykam oczy. 
Reset. 
Idę dalej.