2016/01/07

Obudź się

Wdzięczna za spokój, dobre życie i rodzinę rozgościłam się w swojej codzienności. Rozleniwiłam się szczęśliwie. Cały problem tej radości polega na tym, że dotychczasowe doświadczenia życiowe, pokazały mi, że najłatwiej, wręcz odruchowo, tworzy się z nieszczęścia. Łzy nawadniają idealny grunt pod kiełkującą wolność myśli, bezgraniczne oddanie emocjom. Bardzo łatwo jest popaść w uzależnienie od tej niedoli, bo przecież pozwala jednocześnie tak bardzo stać się wolnym. Złamane serce, wściekła krew, nie poddają się regułom. Pieprzą granice, późne godziny nocne i sączą się z nieukrywaną satysfakcją, dając chwilową ulgę i jednocześnie pragnienie na więcej.

A teraz jestem w tej swojej krainie szczęśliwości z drobnymi potknięciami. Gdzie tu dramat, otwarte rany i wycie do księżyca. Nie ma. I cholera jasna, niech nie będzie. To co przyniosły mi ostatnie lata to najcenniejsze, co w życiu osiągnęłam i jeśli to zabrało mi moją smutną, choć aktywną, twórczość, niech odejdzie ona bezpowrotnie. Jest jednak pustka w tym wszystkim. Pustka która drapie od środka. Początkowo przeciągała się leniwie, uśpiona regularnym rytmem dnia, jednak z każdym dniem wierci się coraz bardziej. Odbija się od serca, wbija się w duszę, kręci niebezpiecznie po głowie. Z pewną dramaturgią zwierzam się mężowi z mojego braku spełnienia. Z niewystarczającym tworzeniem, wielkimi oczekiwaniami. Jak sfrustrowany malarz mam ochotę podrzeć swoje dotychczasowe prace i bluzgam do lustra, bo ciągle to tak bardzo za mało. Bo ciągle to twórczość dla kogoś, a nie dla mnie samej. Pragnę egoistycznie zatracić się w swojej baśni. Zyskuję odwagę, by przyznać się do tego sama przed sobą. Chcę być egoistką. Stworzyć coś, co będzie ucieleśnieniem moich snów. Dla mnie. Przyszła odwaga, a zaraz za nią ściana, z którą ciężko było się zmierzyć. Przecież ja nie wiem, o czym marzę, zapomniałam czym są sny, uśpiłam wilka. Tylko ten księżyc pozostał i coś, co nieustannie sprawia, że nie mogę oderwać od niego wzroku.

Wróciłam do książek, powoli odzyskuję dawne wizje, buduję historie, zaczynam znów widzieć. To było moje lekarstwo. Dopełnienie. Wróciły też sny, póki co głównie ranią i wywołują drżenie rąk, ale to nie szkodzi, strach też budzi słowa.


2015/09/12

Dobranocka

Zatruwam się myślami szukając inspiracji. Zmuszam do ruszenia o krok dalej, co boli, bo stopy wrosły w stabilny grunt i ciężko wyrwać korzenie przyzwyczajenia. Oczekiwania splatają się w dłonie szczelnie oplatające szyję. Nie mogę swobodnie oddychać, by odszukać przebłyski snów, które kiedyś pragnęłam ożywić. Chcę więcej, potrzebuję więcej. Muszę utkać więcej magii.

Nie umiem już pisać o mojej codzienności, stała się zbyt intymna i nie tylko moja. Długo nie umiałam tego zrozumieć, potrzebowałam czasu, separacji. Dziś lubię mieć życie głownie analogowe, doceniam wyjątkowość momentów i świadomość, że mogą być tylko nasze. Szukam równowagi. Nadal jednak mam w sobie burzę emocji, którą, z jakiegoś dziwnego powodu, potrzebuję wysłać w wirtualną przestrzeń. Tylko mój, rozdrgany, potargany potok słów. Nie każdy go zrozumie, ale przecież nikt nie musi.

Niech wrócą sny.

2015/07/06

Leave Yourself Behind

Gorączka w ciele i na zewnątrz zakłóca naturalny rytm. Ostatnie noce były wypełnione niespokojnym snem. Podczas jednej z nich, gdy małemu człowiekowi leżącemu obok udało się w końcu zasnąć, w mojej głowie powstawała baśń. O srebrnym rysiu czytającym historie z gwiazd. Stróżu, przewodniku i nauczycielu. To jedna z tych opowieści, którą spisuję za późno, którą powoli wchłania świt, zaciera codzienność. Zawsze spisuję je za późno.












Kilka migawek z tegorocznych wakacji - Słowenia/Włochy/Chorwacja.

2015/05/03

Spotkanie z górami w tle II

To spotkanie odbyło się już dłuższy czas temu, ale dobra energia, która podczas niego powstała, wraca do mnie w nieustannie. We wspomnieniach, spotkaniach, rozmowach. Gdy pierwsze spotkanie okazało się czymś niezwykłym, wręcz cudownie nierealnym, o drugie byłam już spokojna i choć mogło się to wydawać niemożliwe - magia między ludźmi znów była niezwykle potężna. Podczas tych dwóch weekendów poznałam wspaniałe, ciepłe osobowości. Dobrych ludzi. Właśnie takich życzę Wam z całego serca i na Waszych ścieżkach.




Kasia

Natalia










Asia



Mąż :)


Aga

Kasia






Marta













Judyta



Monika 

Karolina




Spotkanie odbyło się w przepięknym miejscu z duszą - Wiśniowym Sadzie w Zachełmiu.

Wiele osób pyta mnie o kolejne edycje spotkań z górami w tle. Jak najbardziej mam takie w planach, ale najwcześniej późną jesienią z powodu braku wolnych weekendów. Wszelkie informacje będę podawała na moim facebooku.