2016/07/24

Coś

Coś iskrzy w powietrzu, coś krzyczy z wiatrem, coś drażni skórę na karku. Niepokój błądzi na ślepo popychany przeczuciem. I wiesz, że będzie dobrze, choć czasem jest źle aż boli. I drżą mi te cholerne ręce z bezradności, bo nie mogą oprzeć się na Jej ramionach.

Coś wytrąca telefon z ręki i sprawia, że łapiąc go, niechcący dzwonisz do Niej, choć nie rozmawiałyście od tygodni. Właśnie wtedy, gdy potrzebuje cię bardzo. Coś nas strzeże, Siostrzyczko.

Bo choć mnie nie widać, ja jestem.


fot. Justynka

2016/06/20

Połączenia

Na dzień przed rozpoczęciem porodu, było niesamowite niebo. Wyłaniały się z niego twarze i stwory, które hipnotyzowały grozą i tajemnicą. Po raz drugi wiedziałam, że termin lekarzy jest daleki od tego co mówi mi serce.


"Dziecko, które urodziłaś waży dziesięć funtów. Jest w nim osiem funtów wody i garść węgla, wapnia, azotu, siarki, fosforu, potasu, żelaza. Urodziłaś osiem funtów wody i dwa popiołu. A każda kropla twego dziecka była parą chmury, kryształem śniegu, mgłą, rosą, zdrojem...Każdy atom węgla czy azotu wiązał się w milion połączeń. Tyś tylko zebrała to wszystko co było..." - J. Korczak

Dodam do tego kilka kropel łez i tych spływających po szyi z wacika, który łapczywie ssą zaschnięte usta. Parę garści krzyku, tego uwalniającego, nie tylko od bólu. Bo kiedy możesz zawyć jak dzika, jak nie wtedy, gdy rodzi się z Tobą nowy człowiek. Godziny odliczane w minutach i centymetrach. I choćby nie wiem jak trwały one długo, w końcu po raz drugi z ulgą witałam wschód słońca. Wiedziałam, że przyszedł dzień, w którym narodzi się mój syn. Mój drugi, wspaniały syn. Półnaga, brudna, skrępowana skurczami, a mimo to tak dumna. Uczyniłeś mnie piękną i silną. Ja zrobię wszystko byś był dobry i szczęśliwy.






2016/01/07

Obudź się

Wdzięczna za spokój, dobre życie i rodzinę rozgościłam się w swojej codzienności. Rozleniwiłam się szczęśliwie. Cały problem tej radości polega na tym, że dotychczasowe doświadczenia życiowe, pokazały mi, że najłatwiej, wręcz odruchowo, tworzy się z nieszczęścia. Łzy nawadniają idealny grunt pod kiełkującą wolność myśli, bezgraniczne oddanie emocjom. Bardzo łatwo jest popaść w uzależnienie od tej niedoli, bo przecież pozwala jednocześnie tak bardzo stać się wolnym. Złamane serce, wściekła krew, nie poddają się regułom. Pieprzą granice, późne godziny nocne i sączą się z nieukrywaną satysfakcją, dając chwilową ulgę i jednocześnie pragnienie na więcej.

A teraz jestem w tej swojej krainie szczęśliwości z drobnymi potknięciami. Gdzie tu dramat, otwarte rany i wycie do księżyca. Nie ma. I cholera jasna, niech nie będzie. To co przyniosły mi ostatnie lata to najcenniejsze, co w życiu osiągnęłam i jeśli to zabrało mi moją smutną, choć aktywną, twórczość, niech odejdzie ona bezpowrotnie. Jest jednak pustka w tym wszystkim. Pustka która drapie od środka. Początkowo przeciągała się leniwie, uśpiona regularnym rytmem dnia, jednak z każdym dniem wierci się coraz bardziej. Odbija się od serca, wbija się w duszę, kręci niebezpiecznie po głowie. Z pewną dramaturgią zwierzam się mężowi z mojego braku spełnienia. Z niewystarczającym tworzeniem, wielkimi oczekiwaniami. Jak sfrustrowany malarz mam ochotę podrzeć swoje dotychczasowe prace i bluzgam do lustra, bo ciągle to tak bardzo za mało. Bo ciągle to twórczość dla kogoś, a nie dla mnie samej. Pragnę egoistycznie zatracić się w swojej baśni. Zyskuję odwagę, by przyznać się do tego sama przed sobą. Chcę być egoistką. Stworzyć coś, co będzie ucieleśnieniem moich snów. Dla mnie. Przyszła odwaga, a zaraz za nią ściana, z którą ciężko było się zmierzyć. Przecież ja nie wiem, o czym marzę, zapomniałam czym są sny, uśpiłam wilka. Tylko ten księżyc pozostał i coś, co nieustannie sprawia, że nie mogę oderwać od niego wzroku.

Wróciłam do książek, powoli odzyskuję dawne wizje, buduję historie, zaczynam znów widzieć. To było moje lekarstwo. Dopełnienie. Wróciły też sny, póki co głównie ranią i wywołują drżenie rąk, ale to nie szkodzi, strach też budzi słowa.


2015/09/12

Dobranocka

Zatruwam się myślami szukając inspiracji. Zmuszam do ruszenia o krok dalej, co boli, bo stopy wrosły w stabilny grunt i ciężko wyrwać korzenie przyzwyczajenia. Oczekiwania splatają się w dłonie szczelnie oplatające szyję. Nie mogę swobodnie oddychać, by odszukać przebłyski snów, które kiedyś pragnęłam ożywić. Chcę więcej, potrzebuję więcej. Muszę utkać więcej magii.

Nie umiem już pisać o mojej codzienności, stała się zbyt intymna i nie tylko moja. Długo nie umiałam tego zrozumieć, potrzebowałam czasu, separacji. Dziś lubię mieć życie głownie analogowe, doceniam wyjątkowość momentów i świadomość, że mogą być tylko nasze. Szukam równowagi. Nadal jednak mam w sobie burzę emocji, którą, z jakiegoś dziwnego powodu, potrzebuję wysłać w wirtualną przestrzeń. Tylko mój, rozdrgany, potargany potok słów. Nie każdy go zrozumie, ale przecież nikt nie musi.

Niech wrócą sny.