2018/03/21

Księga Przywołania

To miał być mój pierwszy spójny projekt fotograficzny. Wyjątkowa historia, którą zamknę w ładnie oprawionym albumie i w końcu, po 14 latach, zrobię swoją wystawę. Miał to być prezent ode mnie dla mnie, bez szukania kompromisów, aprobaty, wspólnego dobra. To miała być fotografia, która pokaże jakim twórcą jestem i co chcę podarować innym.

Miałam to w sobie od dawna. Z nieco szyderczym uśmiechem odkopywałam zapiski sprzed lat, gdzie poprzysięgam sobie, że w końcu ruszę, że już spisuję, notuję, kreuję. Tyle że w głowie i tam też zostawało. Była inspiracja, bodziec, który zasiał ziarno. Były różne ścieżki, plany, poszukiwania. Moją głowę zaczęły odwiedzać pojedyncze obrazy. Rozrzucone i - jak mi się wtedy wydawało - całkowicie niespójne. Notowałam je jednak skrzętnie, bo intuicja szeptała, że są ważne. Wzięłam więc te wskazówki od siebie samej i zaczęłam ubierać je w bajeczne stylizacje, dorzucając wymyślne pomysły na dodatki, makijaże, talizmany, które miały podkreślić magię zamkniętą w kadrze. Z czasem zrozumiałam, że noszenie maski nie pomaga odkrywaniu piękna zaklętego w prawdzie. Moja kreacja stała się największą przeszkodą, by zacząć, bo stawiała przede mną wymagania, których spełnienie było zależne nie tylko ode mnie.  Przeznaczenie jednak uznało, że już czas wyruszyć w tę podróż. Teraz już wiem, że nie mogło się to wydarzyć wcześniej, nie byłam na to gotowa, więc dziękuję za cierpliwość.

Byłam na wystawie mojej koleżanki, gdy nagle stanęła przede mną dziewczynka z moich snów. Nie znałam jej nigdy wcześniej. Była jedynie skrawkami obrazów, które intuicja kazała mi notować na później. A jednak stała przede mną z tymi swoimi niesamowitymi oczami i anielskimi kosmykami.  Pamiętam, że jedyne co z siebie wydusiłam to stwierdzenie, że jest piękna. Później odszukałam jej mamę i poprosiłam o zdjęcia. Tak zaczęła się ta opowieść. Tak zaczął się projekt, który w niespełna rok miał okazać się drogą, która odmieni tak wiele w mojej duszy i sercu.

Zawsze czułam, że magia istnieje. Nie umiałam jej sobie jednak wyobrazić, odnaleźć definicji, która znalazłaby zastosowanie w mojej codzienności. Czułam jednak, że w końcu się spotkamy. Nie sądziłam, że stanie się to dzięki fotografii. Aparat stał się kluczem do świata, w którego istnieniu ludzie piszą w baśniach, legendach, najintymniejszych wyznaniach. To świat energii, która potrafi wywołać drżenie, którego nie da się zatrzymać. To moc, która może na kilka sekund zabrać duszę z ciała i zwrócić tę ukochaną, która odeszła zbyt daleko.

Ze spotkania na spotkanie oddalałam się coraz bardziej od dziewczyny, która chciała stworzyć projekt fotograficzny, jednocześnie zbliżając się coraz bardziej do samej siebie. Moje bohaterki, siostry, przewodniczki, mniej lub bardziej świadomie, wskazywały mi drogę, dzięki której odnajdywałam kolejne furtki do nowego świata.

To historia każdej kobiety, którą woła las, wiatr, góry czy rzeka. To historia pięknych, silnych kobiet, które były zbyt odważne i świadome, by czas, w którym żyły uszanował ich mądrość. To opowieść o korzeniach, których nie zetnie żadne ostrze. To baśń o połączeniach tak potężnych, że nie spali ich żaden ogień. To moja historia, to historia moich srebrnych sióstr.

Piszę Wam o tym, bo dziś zrobiłam ostatnie zdjęcia do Księgi Przywołania. Przepłynęłam rzekę niesiona nurtem, aż wpadłam do oceanu, który jest początkiem niesamowitej podróży. Kolejnym krokiem będzie złożenie i wydanie księgi, by obudzić srebrne nitki, które są w tak wielu z Was. Zasieje ona kolejne ziarna i obudzi te, które od dawna macie w sercu. To dar, który otrzymałam i którym chcę się z Wami podzielić. To najintymniejsza prawda, oddanie i wdzięczność. Obrazy z mojej głowy okazały się spójną opowieścią, która wydarzyła się w moim życiu. Nie prosiłam o te kadry, zostały mi one podarowane przez intuicję kobiet, które mi zaufały.

Tak więc otulam każdy jeden obraz. Zaczynam układać, łączyć, opowiadać, by wkrótce wydać na świat coś bardzo ważnego. Nie tylko dla mnie.



2017/09/06

Jestem

Tego dnia przeszłyśmy wiele kilometrów po górskich szlakach. Zrzuciłam z siebie kilogramy słów, zwierzeń, powierzyłam plany i nadzieje. To był spontaniczny moment, gdy po wszystkim założyłam sukienkę i bez patrzenia w lustro wybiegłam przed schronisko. Chwila gdy bosą stopą dotknęłam zroszonej deszczem trawy uświadomiła mi jak jestem lekka. Jak daleką podróż odbyłam ostatnio w swojej głowie i jak daleka jeszcze przede mną. Jakie ukojenie dało mi zrzucenie obowiązku bycia najlepszą wersją siebie, odpowiednim profilem, podkreśleniem atutów, zakryciem niedoskonałości. Poczułam spokój, a gdy ogarnął on moje serce, poczułam dzikość. Nieskrępowana harmonia z otulającymi mnie trawami, ciepło ich smukłych dłoni. Poczułam się bezpieczna i silna. Byłam Wolna.





















fototerapia: Justyna Zduńczyk

2017/02/21

Eden

Zimowa noc zlana deszczem. Dziewczyna w zielonym płaszczu biegnie przez ruchliwą ulicę słuchając stukotu obcasów i swoich zapewnień, że na pewno zdążą. Staje w końcu przed wysoką, szarą, ciężką bramą. Żeliwne pnącza jej wyobrażeń zbyt ciasno oplatają ramę, by mogła cokolwiek dostrzec. Wie, że to nie jej bajka, ale podobno naprawdę dobra i warto. Zaprowadziły ją tam dłonie, za którymi poszłaby na koniec świata, więc czemu by nie i do teatru parę ulic dalej. 
W szatni zastanawia się, czy malowane po raz pierwszy od miesięcy usta mają przyzwoity kształt i w jakim w ogóle są kolorze, bo przecież malowała je po ciemku przypadkową pomadką z torebki, która też leżała zapomniana w szafie. Dociera do niej jak zdziczała w swoich czterech ścianach i wydaje jej się, że wszyscy dookoła to dostrzegają.  
Zapowiedzi, oklaski, cisza. Na scenę wychodzi trzech mężczyzn, którzy pierwszymi dźwiękami rozbrajają żelazne wrota i burzą obraz, który powstał z ignorancji i lenistwa. Zanim pierwsza kompozycja dobiega końca, dziewczyna dziwi się, że nikt jej nie uprzedził, że na koncert jazzowy powinna zabrać ze sobą chusteczki. Leszek Możdżer wita się z publicznością i zapowiada, że pod wpływem drgań zekranizują swoją opowieść. Dziewczyna już dawno biegła przez ogród ciesząc się z pełni lata. Odpłynęła całkowicie, cudownie zagubiona w swoich emocjach. Wzruszenie, euforia, lekkość, skupienie, podziw. Telefon alarmowy z płaczem dziecka w tle wyrywa ją z letargu. W biegu narzuca płaszcz i jeszcze na schodach czuje mrowienie na dłoniach od owacji na stojąco. Była już późna noc gdy przebiegała przez ulicę w stronę auta, jednak to co przed chwilą usłyszała nie było bajką na dobranoc, a na przebudzenie. 

Możdżer Danielsson Fresco TRIO otworzyli przede mną całkiem nowy wszechświat doznań muzycznych i marzeń na jawie. Jeśli będziecie mieli kiedyś okazję, zobaczcie ich koniecznie.  


2017/01/25

Córka Czarownic

Widzę Cię, Wiedźmo. 

Widzę Twoją siłę, smutek i odwagę. Dostrzegam Twoje prawdziwe oblicza. Nieokrzesaną, zbuntowaną, zagubioną. Pomogę Ci się odnaleźć. Znajdziemy zapomnianą magię, odczarujemy słabości. Zmierzysz się ze swoim bólem, strachem i niepewnością. Zbudujemy się na nowo. Utoniesz w miłości, zatańczysz na wietrze, będziesz wiedzieć i widzieć więcej. Uciekniesz od ludzi, do siebie. Staniesz się dzika. 

Będę dzika i wolna.