2018/08/17

Kintsugi

Miałam wstać rano, ugotować, odwdzięczyć się, podarować. Miałam zabrać aparat, utrwalić, podziękować. Nie poskładałam się jednak wystarczająco, by wyjść poza tryb autopilota, który kazał nakarmić dzieci, ubrać się, wyjść, spotkać się z klientami i doprowadzić auto z punktu A do B. Zdążyłam jedynie kupić ulubioną tartę na wynos i zamartwiać się, czy będzie miała czym ją zjeść.
Miasto B zalał ocean ludzi. Oglądali starocie, jeden pan spytał o cenę kieliszka i pamiętam, że był po 10zł. Szłam pośród tych wszystkich ludzi z każdym krokiem czując się coraz bardziej przeźroczysta. Jednak gdy doszłam na skraj rynku, ona wypatrzyła mnie od razu. Jakby jedyny człowiek na świecie w tym momencie miał świadomość o moim istnieniu. Przyciągnęła mnie uśmiechem i czułą radością ze spotkania, a ja czułam jakbym po dojściu do niej nie miała już siły zrobić ani jednego kroku. Nie spytała mnie o pogodę, o dom, dzieci czy pracę. Obdarła nas z ostatniego grama rzucanych przelotem pytań i spojrzała na mnie jak na jedynego człowieka w tym mieście. Poprosiła, żebym powiedziała jej coś o sobie. Spytała tak, że wiedziałam, że chce mnie usłyszeć. Poczułam jakby ocean ludzi wlał mi się do gardła topiąc wszystkie znane mi słowa. Nie potrafiłam nawet spojrzeć jej prosto w oczy. Nie wiedziałam co powiedzieć. Oderwana od wszystkich punktów odniesienia z mojej codzienności stałam się bezkształtna. Jedno pytanie zabrało wszystkie spoiwa w moim ciele i poczułam jak rozpadam się na milion kawałków. Ale ona już tam była. Tuliła mnie nieświadomie zlepiając odrobinę na nowo. A ja zamiast słów podarowałam jej łzy i roztrzęsione ciało zawstydzone jej bezwarunkową czułością. Dziękuję Pruciu.

Pamiętajcie o sobie. Ja próbuję sobie przypomnieć.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz