2017/02/21

Eden

Zimowa noc zlana deszczem. Dziewczyna w zielonym płaszczu biegnie przez ruchliwą ulicę słuchając stukotu obcasów i swoich zapewnień, że na pewno zdążą. Staje w końcu przed wysoką, szarą, ciężką bramą. Żeliwne pnącza jej wyobrażeń zbyt ciasno oplatają ramę, by mogła cokolwiek dostrzec. Wie, że to nie jej bajka, ale podobno naprawdę dobra i warto. Zaprowadziły ją tam dłonie, za którymi poszłaby na koniec świata, więc czemu by nie i do teatru parę ulic dalej. 
W szatni zastanawia się, czy malowane po raz pierwszy od miesięcy usta mają przyzwoity kształt i w jakim w ogóle są kolorze, bo przecież malowała je po ciemku przypadkową pomadką z torebki, która też leżała zapomniana w szafie. Dociera do niej jak zdziczała w swoich czterech ścianach i wydaje jej się, że wszyscy dookoła to dostrzegają.  
Zapowiedzi, oklaski, cisza. Na scenę wychodzi trzech mężczyzn, którzy pierwszymi dźwiękami rozbrajają żelazne wrota i burzą obraz, który powstał z ignorancji i lenistwa. Zanim pierwsza kompozycja dobiega końca, dziewczyna dziwi się, że nikt jej nie uprzedził, że na koncert jazzowy powinna zabrać ze sobą chusteczki. Leszek Możdżer wita się z publicznością i zapowiada, że pod wpływem drgań zekranizują swoją opowieść. Dziewczyna już dawno biegła przez ogród ciesząc się z pełni lata. Odpłynęła całkowicie, cudownie zagubiona w swoich emocjach. Wzruszenie, euforia, lekkość, skupienie, podziw. Telefon alarmowy z płaczem dziecka w tle wyrywa ją z letargu. W biegu narzuca płaszcz i jeszcze na schodach czuje mrowienie na dłoniach od owacji na stojąco. Była już późna noc gdy przebiegała przez ulicę w stronę auta, jednak to co przed chwilą usłyszała nie było bajką na dobranoc, a na przebudzenie. 

Możdżer Danielsson Fresco TRIO otworzyli przede mną całkiem nowy wszechświat doznań muzycznych i marzeń na jawie. Jeśli będziecie mieli kiedyś okazję, zobaczcie ich koniecznie.  


2017/01/25

Córka Czarownic

Widzę Cię, Wiedźmo. 

Widzę Twoją siłę, smutek i odwagę. Dostrzegam Twoje prawdziwe oblicza. Nieokrzesaną, zbuntowaną, zagubioną. Pomogę Ci się odnaleźć. Znajdziemy zapomnianą magię, odczarujemy słabości. Zmierzysz się ze swoim bólem, strachem i niepewnością. Zbudujemy się na nowo. Utoniesz w miłości, zatańczysz na wietrze, będziesz wiedzieć i widzieć więcej. Uciekniesz od ludzi, do siebie. Staniesz się dzika. 

Będę dzika i wolna.


2017/01/14

Wernisaż

Oddech juniora młodszego powoli się uspokaja, a zawieszone na piersi usta podrygują lekko dając mi znać, że odleciał już do krainy snów. Śnię razem z nim, choć ja na jawie. Moje sny są bardziej świadome, bo scenariuszem dla nich są niezrealizowane plany. 
Po raz tysięczny przechadzam się między obrazami, które wryły mi się w podświadomość, inspirując i dręcząc. Dłonie, woda, ucieczka, wiatr, królowa. Dziś projektuję dla niej koronę. Widzę jak liście splatają się z jej włosami, zastanawiam się nad konstrukcją i doborem kwiatów. 
Patrzę na swoje fotografie wiszące na ścianach miejsca idealnego i na siebie pośród nich. Jaką założyłabym sukienkę? Układam słowa krótkiej przemowy i zastanawiam się nad uczciwością zdań, które wychodzą z moich ust. Kto by stał przede mną? Kto chciałby patrzeć na te obrazy z mojej głowy? Czy dla kogoś bycie ze mną w tej chwili byłoby na tyle ważne, by przyjechać określoną ilość kilometrów do miejsca idealnego? 

Buduję tą opowieść i wszystkie pytania z dzieckiem u piersi i jedyne czego jestem pewna, to że mój syn zasnął w błogiej nieświadomości chaosu w głowie jego matki.