2016/08/08

Poniedziałek

Poniedziałek nie jest ciężki, kiedy wstaniesz lewą nogą. Poniedziałek jest ciężki jak twoje dziecko wstanie lewą nogą, a drugie nie musi wstawać, bo w sumie wcale się nie kładło. Po raz setny próbujesz prośbą i logicznymi argumentami nakłonić małego człowieka z wielkim charakterem do współpracy, aż w końcu podniesionym głosem rzucasz tekst, którego nie znajdziesz w podręczniku o rodzicielstwie bliskości. Drugie zaczyna płakać, pierwsze krzyczeć, żeby pierwsze płakać przestało. Puszczają ci nerwy. Jak najszybciej próbujesz zebrać dwie potrzebujące twojej uwagi istoty i dotrwać do placu zabaw. Próbując zmieścić się w za wąskiej klatce schodowej z fotelikiem i traktorem w jednej ręce i samodzielnie dreptającym dzieckiem w drugiej, bo przecież też musi cię trzymać za rękę, obdrapujesz sobie nogi, nic nie widzisz przez włosy zasłaniające oczy i nie wiesz czym łapać spadające spodnie, bo fotelik odpiął ci w nich marny guzik. Minęła godzina, zostało zaledwie 7 do powrotu taty. Wytrzymasz, musisz wytrzymać.

Ta opowieść mogłaby się rozwinąć o dziesiątki kolejnych małych powodów mojego bólu głowy, ale nie temu chcę poświęcić swój czas. Wspomniałam o tym tylko dlatego, dlaczego ja sama potrzebuję czasem usłyszeć rozwrzeszczane dziecko sąsiadki, czy koleżankę mówiącą, że ma ochotę wyskoczyć przez okno. Żeby wiedzieć, że TAK jest. Że inni też mają czasem do dupy dzień, że ich dzieci też są ludźmi, że mają potrzeby, którym nie zawsze jest w stanie się w pełni sprostać. Że jestem tylko człowiekiem i mam prawo zamknąć się w łazience i żałośnie rozryczeć skulona gdzieś pod wanną.

Ponieważ, gdzieś pomiędzy słowami tej opowieści, której efektem miała być chęć wyskoczenia przez okno, moja koleżanka podnosi swojego syna, całuje obtarte kolana, daje mu pić, jeść, przytula, głaszcze, bawi się z nim w berka, poprawia czapkę, smaruje kremem do opalania, dmucha na palce, które szczypią, robi babkę z piasku, wspiera w próbie wspinaczki, uczy odwagi i kocha go do szaleństwa. I ja TEŻ tak mam.

Nie jestem idealna, ale cholernie staram się być dobra.


12 komentarzy:

  1. Najgorsze są te włosy, które spadają na twarz i zasłaniają oczy w nieodpowiednim momencie :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze gdy widze nowy post, wiem że muszę przeczytać go z dala od ludzkich oczu, bo zaraz są całe mokre :) Jesteś bardzo silna ;) !

    OdpowiedzUsuń
  3. O! Brzmi jak mój dzisiejszy dzień 😊

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja właśnie zamykam sie w łazience i żałośnie ryczę skulona gdzieś pod wanna zeby moc kiedyś usłyszeć krzyk dziecka... Od dwóch lat wyliczając dni owulacji i patrząc na każda kolejna ciąże.. Ile bym oddała by usłyszeć krzyk i pisk dziecka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi przykro, mam również w swoim otoczeniu osoby, które od lat starają się o dziecko. Wiem, że to może marne pocieszenie, ale większej części z nich się to udało.

      Usuń
  5. Aife,
    Pięknie piszesz. Bardzo prawdziwie.
    Cudowne jest to, że złe chwile mijają. A tych cudownych jest znacznie wiecej (przynajmniej na razie, mój synek ma cztery lata,moze zrewiduję jakoś te poglądy,jak będzie miał bunt nastolatka).
    Pozdrawiam Cię najserdeczniej, życząc wszystkiego, co najpiękniejsze

    OdpowiedzUsuń
  6. Ach znam to tak bardzo dobrze! Dwa lata różnicy między moimi. Początki z dala od rodziny (byliśmy we Francji wtedy), więc sama całkiem całymi dniami, na czwartym piętrze w kamienicy bez windy. (chusta mi uratowała życie wtedy).
    Jak się patrzy z boku, albo z perspektywy czasu na te właśnie początki podwójnego macierzyństwa, to jest to piękny, niesamowity i jedyny w swoim rodzaju czas. Ale ten czas składa się właśnie z pojedynczych chwil, męczących i frustrujących, z syndromem dnia świstaka, ze zmęczeniem i porażkami pedagogicznymi. Nie ma co się czarować, że tak nie jest. Ale i tak warto:)

    Powiem Ci Aife, moi teraz mają 2 i 4 lata, dalej bywa różnie, bo podwójny płacz, kłótnie i awantury sa zupełną normą, ale jest pięknie. Piszę o tym u siebie tutaj (przepraszam, za spam, ale jest bardzo na temat;) ) http://odpoczywalnia.blogspot.com/2016/07/czy-warto-decydowac-sie-na-rodzenstwo-z.html

    PS. A wychodzenie z nimi w zimie... to dopiero jest hardcor z tymi kombinezonami;)

    Pozdrawiam Cię!

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobrze jest podzielić te rozterki z innymi, mieć pozytywny krąg wsparcia. Ja się staram też wychodzić z domu, jak atmosfera jest na tyle gęsta, że byle błahostka wywołuje wojnę ;-) Ale, jak pisze Paulina- zimą, to jest wyzwanie dnia zebrać się na spacer. Pozdrowienia!
    Justa

    OdpowiedzUsuń
  8. czasem jest po prostu okropnie....trzymaj sie!!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Moja znajoma jest zwykle sama (partner w trasie) w domku z dużym podwórkiem, małym dzieckiem i dwójką dużych średnio słuchających się psów. Mimo iż często powtarza, że chyba zeświruje lub już ześwirowała, to patrzę na nią z ogromnym podziwem. W życiu nie widziałam z bliska tak wielozadaniowej machiny - gotowanie, ganienie zwierzaka, zabawianie dziecka w jednej tej samej chwili. Dla przykładu powiem, że gdy znajoma udała się do toalety na jeden moment, ja starając się kontrolować całą sytuację, doprowadziłam tylko do rozlania wielkiej butli z wodą (co małego człowieczka wielce rozbawiło), wycia psa za zabawką i zgubienia dziecięcego bucika na schodach.
    Koniec końców: Dzieci własnych nie mam, a rodziców starających się być dobrymi rodzicami podziwiam z całego serca. :) Aż mi się przypomniało jak moja mama opowiadała, że i ja i rok młodsza siostra darłyśmy się z niewiadomego powodu wniebogłosy, a przestałyśmy w momencie zauważenia, że nasza mama siadła na dywanie pomiędzy nami i sama rozpłakała się chyba jeszcze bardziej. :) Trzeba płakać, emocje muszą mieć ujście. :)

    OdpowiedzUsuń