2014/07/08

Górska przysięga

Mniej więcej za dwa miesiące złożę przysięgę swojemu mężczyźnie. Będę ślubować miłość, wierność i uczciwość. Że będę przy nim i dla niego. Moje wyobrażenie odnośnie tego dnia zmieniło się diametralnie na przestrzeni lat. Głównie dzięki parom, które mi zaufały i pozwoliły towarzyszyć im w tak ważnych chwilach. Stojąc blisko, a jednak obok, zrozumiałam jak wiele rzeczy w tym dniu NIE ma znaczenia.

Nie ma znaczenia porwana sukienka, błoto na butach, wyrwany przez wiatr kosmyk włosów, rozmazany makijaż. Nie liczy się marudząca ciotka, głupie przesądy, spóźnienia, wypasiony samochód. Liczy się miłość, szczerość życzeń, wzruszenia, policzki bolące od śmiechu i nogi od tańca.

Nie będę miała odnowionej stodoły z tysiącem małych lampek pod sklepieniem, nie będę miała plenerowego ślubu w kwitnącym ogrodzie, nie będzie kryształów na stole i różnych krzeseł dla każdego z gości. Amerykański sen odłożyłam na półkę i zaczerpnęłam z niego tylko trochę wpasowując w wiejsko-polskie realia.

Widzę nas, tam wysoko w górach, mówiących słowa przysięgi z kotliną u stóp. Wiatr uniesie słowa i schowa między drzewami, by wracać do nich po latach. Widzę swój uśmiech i tłumione łzy. Będzie pięknie. Cholera, już jest.