2013/07/31

Leśni lunatycy

Stopień rozgrzania skóry sięgał górnych granic. Świadczyły o tym moje purpurowe policzki i litry wypijanej regularnie wody. Chowałam się pod liściastymi ramionami strażników cienia i poznawałam historię życia Diane Arbus. Najbardziej cieszyły małe wyprawy. Ta w poszukiwaniu miejsca, w którym kiedyś stał obóz, czy przeprawa kajakiem na drugą stronę jeziora, tylko po to, by napić się mrożonej kawy i zjeść gofra z owocami. Uciekaliśmy od zgiełku świętujących Dni Sławy i plaż zbombardowanych przez wielbicieli relaksu w tłumie. Odkrywaliśmy nowe zakamarki pobliskich borów i czystsze plaże, przyjemniejsze dla bosych stóp. Zostawiliśmy tam kawałek naszej wspólnej historii. Wrócimy za jakiś czas, by cieszyć się jej wspomnieniem.




Plaża w Sławie, na której nie bywaliśmy.





PS Awansowałam na narzeczoną :-)

2013/07/30

Lord I Swear The Moon Turned A Fire Red

Był czwartek, parę chwil po tym jak słońce schowało się za linią horyzontu. Weekendowe tłumy nie wyruszyły jeszcze w naszym kierunku, a powietrze nie przesiąkło duszącym upałem. Ognista czerwień rozlała się po cichej wodzie, sięgając pomostu, za którym tęskniłam latami. Wszystko było trochę inne i takie same jednocześnie. Pamiętałam tajne ścieżki i pierwotne przeznaczenie nowo wyremontowanych budynków. Pierwsze oddechy, kilka ujęć, zmącona woda, która zapowiadała nadchodzącą burzę wrażeń, o której nie miałam wtedy jeszcze pojęcia.

Aparat zostawiłam w pokoju i wróciliśmy nad wodę. Czekałam na gwiazdy. Usiedliśmy przy brzegu i poczułam, że piękniej być już nie może. Pomyliłam się wtedy po raz pierwszy. Tuż po godzinie 22 z drugiego brzegu jeziora zaczął powoli wyłaniać się tajemniczy ognisty kształt. Początkowo ciężko mi było uwierzyć, że może to być księżyc. Od lat jestem nim zafascynowana i hipnotyzuje mnie ilekroć pojawi się na niebie, ale takiego wschodu, tak wielkiego i ognistego księżyca, jeszcze nie widziałam. Wielokrotnie pytałam Jimmiego, czy też to widzi, obawiając się, że dostałam zwidów od nadmiaru szczęścia. Wracaliśmy tam każdego wieczoru, ale więcej już się nie pojawił. To był ten jeden, wyjątkowy raz, który zapamiętam na całe życie.







2013/07/23

Dom

Nie tęsknię za dużymi miastami i możliwościami, które za sobą niosą. Nie brakuje mi galerii handlowych, bezsensownie wysysających pieniądze z mojego portfela, w zamian za jednorazowe ubrania. Nie muszę już więcej gubić się w anonimowym tłumie, do którego nigdy nie należałam. Klubowe światła zamieniłam na ciepły strumień nocnej lampki, który wędruje ze mną po papierowych światach. Uliczny zgiełk zastąpiły przekrzykujące się ptaki i gitarowe wprawki. Pozwalam górskim wiatrom odbierać sobie rozum, szukam siebie w ciszy. Nigdy nie czułam takiej równowagi, nigdy nie byłam tak spokojna. Zbudowaliśmy sobie piękne życie. Nie z bajki. Ze słońca, łez i czystego powietrza.









2013/07/18

Apel poranny

Otworzyłam oczy w momencie, gdy wskazówki tworzyły linię rozcinającą tarczę zegara dokładnie w jej połowie. Parę chwil później szłam już w kierunku samochodu nie mogąc się odpędzić od myśli, że podobne powietrze było wiele lat temu, gdy gramoląc się z namiotu w środku lasu, poprawiałam beret i z zaspanych słów próbowałam ułożyć formułkę meldunkową. Nigdy nie byłam harcerką, ale to właśnie na kwaterkach i obozach harcersko-podobnych spędziłam prawie całe, najlepsze, dzieciństwo.

Minęło kilkanaście lat, a pobliski las i wczesna, letnia pora znów otoczyły mnie tamtą beztroską aurą. Na koniec lipca planuję uciec na chwilę od miasta i odwiedzić ponownie rejony jeziora Sławskiego, las w Radzyniu i koniecznie zjeść pierogi u Pani Bożenki w Kuźnicy. Niedaleko ośrodka Igiełka, gdzie mieliśmy stołówkę, było wejście do lasu z udeptaną ścieżką, która prowadziła do obozu. Zastanawiam się, czy uda mi się tam trafić po tak długim czasie.

Od tygodni marzę o wpatrywaniu się w gwiazdy leżąc na pomoście. Miałam tylko jedno życzenie do tych spadających, ale... ono już się spełnia.