2013/03/20

Domowe zoo

W moim domu zawsze były zwierzęta. Jedynie przez krótki okres pomiędzy jednymi studiami a drugimi, nie miałam sierściucha u swojego boku. W końcu zaadoptowałam jednak czarną kotkę o imieniu Suri, która towarzyszyła mi w kolejnych przeprowadzkach i zawirowaniach życiowych. Ostatecznie obie wylądowałyśmy w Jeleniej Górze, gdzie blisko mamy do całego rodzinnego zwierzyńca. Ponieważ kilka dni temu dołączyła do niego nowa, biała, puchata mordka, pomyślałam, że to w sumie dobra okazja, by przedstawić całą bandę.

Najmłodszy, ale już teraz największy - Ago.






Mycek - kocia przybłęda, która znalazła sobie dom z widokiem na Śnieżkę. Wiejski lowelas.



Dziadzio Cycek.


I banda z drugiego domu. Najmłodsza Gabi - kot który umie latać.



Jej partnerka w demolowaniu domu - Zuzia - Pieszczoch.


Dziadzio Dragon.


Moja ukochana czarna - Suri.



I jeszcze jeden kotek, przeze mnie nazywany Myszą. Potrafi mówić ludzkim głosem.




Nie wyobrażam sobie domu bez zwierzaków, może czasem dają popalić, ale życie bez nich byłoby z pewnością znacznie smutniejsze. Marzę o własnym domu z ogrodem, by zaadoptować kolejnego pieska. Kiedyś przyjdzie i na to czas.