2012/03/25

Julia

Myślę, że każdy z nas ma w swoim otoczeniu bliższym lub dalszym cudowną osobę, która zagubiła się w swoich kompleksach i mimo licznych przekonań najbliższych i miłości, którą jest obdarowywana, nie czuje się piękna, nie lubi swojego odbicia, powoli gaśnie. Kocham fotografię właśnie za to, że pomaga zrozumieć, ale i wyleczyć duszę. Napisały do mnie dwie starsze siostry Julii, która była właśnie taką osobą. Zapewniam Was, że to nie była to fałszywa skromność, a po prostu zagubienie. Chciałabym zacytować wszystkie słowa, które do mnie napisała każda z nich już po zdjęciach, ale po pierwsze nie chcę się znów rozpłakać, a po drugie są dla mnie wyjątkowo intymne, taki mój mały skarb, który chowam do szkatułki na gorsze dni.
Julia zakwitła przed moim obiektywem, teraz czekam, aż zakwitnie w życiu.

Ostatnio dużo słucham tego utworu, myślę, że pasuje również do bohaterki poniższych zdjęć.


Życzę Wam, abyście mieli obok siebie kogoś, kto obdaruje Was równie piękną miłością i wsparciem.

2012/03/23

Dumna córka

Chwalę się. Najnowszym samolotem też, ale przede wszystkim zdolnym tatą. Swoje modele tworzy od przysłowiowej czystej kartki. Proces trwa kilka miesięcy, a efekty zawsze zapierają dech. Podziwiam za cierpliwość, wiedzę i pasję.

Ostatnie poprawki.

Dopracowane do najmniejszego szczegółu.

Robię za żywą linijkę.

Zapewniam, że wcale lekki nie jest :)

Strona taty Modele RC.

PS Bez samolotu też da się latać.

2012/03/22

I can't still focus on anything

Przeciąg orzeźwia i napędza. Przekrzykujące się ptaki wytwarzają fale dźwięków, które w połączeniu ze słońcem zamieniają się w śpiew. Cieplejsza noc uwalnia ciało spod ciężkiej kołdry. Prześlizguje się po odsłoniętej skórze i sprawia, że sny stają się lepsze. Przyjemnie mieszają nierealność z codziennością. W nich zawsze można iść o krok dalej, sięgnąć po więcej, nakarmić wygłodniałą podświadomość.



Ale to nocą. Tymczasem wracam do dnia...

2012/03/17

Czerwone policzki

Marzec jest bezkonkurencyjnie najlepszym miesiącem zimowym, jeśli chodzi o przyjemność z wycieczek w góry. Polar miałam tylko przez pierwsze kilka metrów i szybko pozazdrościłam niektórym krótkiego rękawka i znacznie cieńszych spodni. Kilkugodzinny spacer z Jańskich Łaźni do Pecu i z powrotem, w pełnym słońcu, zarumienił policzki i wyssał prawie wszystkie siły. Z pełną satysfakcją padłam po powrocie na łóżko i po chwilowym bezruchu, czując ciepły wiatr przelatujący przez labirynt otwartych okien, ruchem posuwisto-wlokącym dołączyłam do reszty domowników, którzy pracowali w ogrodzie. Po prostu nie mogłam znieść myśli, że straciłabym chociaż chwilę z tego wspaniałego dnia. Wiosno, tęskniłam.

Nie wiem, czy widać, ale na termometrze przy trasie było 20st.


Wiosenne porządki.


Próba czyszczenia cegieł, z których planujemy wymurować ściankę w mieszkaniu.

Mycek


i Cycek.



Ten dzielny bociek towarzyszył nam przez całą zimę. Podobno czeka na narodziny pierwszej wnuczki :)

2012/03/15

Przepis na szczęście i lasagne

Patrzę na zdjęcia, które zawsze wrzucam do posta jako pierwsze i zgrzytają mi słowa, które chowają się za durnym uśmieszkiem. Nie pasują. Chłodną dłonią rozmasowuję kark i czuję jak wyostrza mi się spojrzenie. Jakby tu dotknąć słowem, musnąć opuszkiem, zatrzymać myśl...

Brakuje mi tańca. To chyba mój punkt zaczepienia. Tęsknię za zamykaniem oczu na środku parkietu i zatracaniu się w swojej intymności. Wiem, że mogą minąć lata, a ja i tak nie zapomnę tego uczucia, gdy dźwięk opanowuje ciało i nie trzeba już myśleć. Muzyka nabiera w nas kształtu, rozkwita i staje się kompletna. Dopieszczanie zmysłów, całkowita fizyczna wolność, brak skrępowania. Nie musiałam nic brać, i tak potrafiłam całkowicie odpłynąć i nie czuć zmęczenia. Czułam się prawdziwa, piękna i niewidzialna. Rzeczywistość wracała dopiero po kilku godzinach, gdy trzeba było wracać do domu przez miasto, które śpi i budzi się jednocześnie. Szłam lekka, nieskrępowana, spełniona. Patrzyłam na Anię i uśmiechałyśmy się bez słowa. Ona przecież wie.

To jedna z moich definicji szczęścia.


---


Przepis na pyszną lasagne z bobem i cukinią.

Składniki:
- 1 cukinia
- paczka bobu
- duża cebula
- 3 pomidory
- 150g serka koziego
- parmezan lub inny ser do zapiekanek
- 3 łyżki śmietanki 30%
- łyżka masła
- tymianek (w przepisie jest też bazylia i mięta, których zapomniałam niestety dodać)

Sos:
- 25g masła
- 40g mąki pszennej
- 500ml ciepłego mleka
- sól, pieprz, tarta gałka muszkatołowa


Sos beszamelowy (dokładny przepis w linku, który jest na dole posta).

Cebulę i cukinię pokroić i podsmażyć na patelni, aż będzie miękka. Dodać ugotowany wcześniej i obrany bób. Przyprawić solą i pieprzem. Pomidory sparzyć wrzątkiem, obrać i pokroić w kostkę. Makaron można sparzyć wrzątkiem przez kilka minut, żeby zmiękł (uważajcie jednak, żeby się nie posklejał).

Naczynie żaroodporne wysmarować oliwą, rozłożyć pierwsze plastry makaronu do lasagne, rozsmarować połowę sosu, nałożyć połowę usmażonych warzyw i połowę pomidorów. Rozłożyć kolejną warstwę makaronu, sosu, warzyw i pomidorów. Na wierzchu połamać kilka plastrów makaronu.


Przed włożeniem do piekarnika całość posypcie kozim serem wymieszanym z 3 łyżkami śmietanki 30% oraz serem do zapiekanek, np. parmezanem.

Pieczemy w 180st przez ok 30min do zarumienienia się sera.

Przed podaniem całość posypcie tymiankiem.

Domownikom bardzo smakowało, polecam :)

Oryginalny przepis pochodzi ze strony kwestiasmaku.com.

2012/03/03

Poduszkowe inspiracje

Po kilkusetnym i tuż przed kilkaset drugim zdjęciem ładnej rzeczy z internetu, trafiłam na poduszkę. Może całkiem zwyczajną, jednak z wyjątkowo inspirującym napisem: "Kiedy był ostatni raz kiedy zrobiłeś coś po raz pierwszy?" Ponieważ znowu wrócił mi wyjątkowo irytujący ból ramienia, który nie pozwala spać, miałam dużo czasu na gdybanie również i o tym. Wymieniłam kilka rzeczy i nie byłam w sumie zadowolona z częstotliwości nowych doznań w moim życiu. Zaczęłam wymyślać miejsca, szukać smaków i pomysłów. Chcę więcej. I częściej.

A Wy kiedy po raz ostatni zrobiliście coś nowego?

---

Skorpionowa sobota.



To zdjęcie zrobiła mi Sara (uśmiech jest mieszanką radości i obawy o upadek aparatu ;-) ).

Małe-wielkie mądre oczy.



Herbatka u cioci.

Najstarsza z naszej trójcy skorpionowej, mama.


I ulubiony shake u drugiej cioci w Turitali :)