2012/01/26

Solitude is a Bliss

Największą, choć nie najlepszą, inspiracją jest smutek. To on motywował mnie do zapisywania dziesiątek stron dziennie wirtualnego pamiętnika w czasach nastoletnich, to on układał pseudo-wiersze i tworzył przerażająco najlepsze grafiki w moim życiu. Najtrudniej było zacząć doszukiwać się tego, co dobre, przestać żyć w świecie, w którym nikt nie rozumie.

Przełom nastąpił około 3lat temu. Od tamtego czasu mogę niemal codziennie powiedzieć sobie do lustra, że jestem szczęśliwa. Nawet, gdy płaczę, nawet gdy buzuje we mnie bliżej nieokreślona furia, którą inni nazywają zimową depresją. Trzymała się mnie uparcie przez dłuższy czas, aż w końcu zawrzała do tego stopnia, że niemal znielubiłam siebie. Denerwowało mnie moje odbicie, mój brak działania, moja zła inspiracja. Jednak to właśnie ta złość okazała się zbawienna. Posiniaczone pięści, które codziennie waliły w mur marazmu, w końcu przebiły się na drugą stronę. Znów mogę oddychać.




 



 



 

 


2012/01/04

Rise

Pierwszy dzień nowego roku, godzina dziwnie wczesna. Wyruszyłam na poszukiwanie pożywienia. Miasto przetarte śladami hucznej i mniej kulturalnej zabawy oddycha powoli, wietrzy ulice. To była jedna z tych nielicznych chwil, gdy otaczające betonowe ściany dawały trochę więcej przestrzeni, odbijały słońce, a nie chłód. Może to świadomość kolejnego początku. Przez najbliższe kilka miesięcy poranki będą lepsze, cieplejsze, przestrzenne, z widokiem na ośnieżone góry. Ze słońcem wpadającym przez okno w dachu. Ze szczekającym psem i przekomarzającymi się kotami. Wprawdzie znów żyję na kartonach, ale jakby spokojniej, w końcu ze świadomością, że swój kąt jest niemal na wyciągnięcie ręki. Potrzeba tylko cierpliwości, wiary i spokoju. Tego i Wam i sobie życzę.

I miłości, tęsknoty i szczęśliwych powrotów.








pics by Jimmy
shoes: Vintage
skirt: New Yorker
tee: MerryMeet.Me
jacket: Pull&Bear