2011/05/05

Zu den Felsen

Nocą temperatura spadała prawdopodobnie poniżej zera, obolałe kości odzwyczaiły się od biwakowania, a do późnego wieczora słuchaliśmy niezbyt udanych wykonań harcerskich pieśni i ogniskowych hitów. Oczywiście w języku polskim, bo mimo że ukochany kraj ojczysty zostawiliśmy kilkaset kilometrów za nami, Polacy rozproszyli się po Europie w związku z weekendem majowym. Napisałam jednak to wszystko tylko po to, by podkreślić fakt, że było mi cudownie. Nic nie było w stanie popsuć mi humoru i zamiast się na cokolwiek denerwować, uśmiechałam się pod nosem.
Jedynym minusem tego wyjazdu było to, że trwał za krótko. Wprawdzie przywiozłam ze sobą dużo spokoju, jednak nie wiem czy wystarczy mi na długo. Kieszenie może i wypełniłam nowymi siłami, ale przede wszystkim ogromną, ale to ogromną potrzebą wspinania. Na Frankenjurze zostawiłam swoją pierwszą poprowadzoną drogę w skałach i przez to znalazłam się po drugiej stronie lustra. Wcześniej wspinałam się okazjonalnie, obecnie - nie mogę przestać myśleć o tym, czy wyschły już skały, by znów przyłożyć do nich dłonie. Zbzikowałam, tak mi dobrze.










oversize top: I Made IT (pakamera.pl)

2011/05/02

Last Resort

Mam głowę zmęczoną ciężkimi myślami. Z trudem składam zdania, które jakby w okowach ostatnich tygodni, zamiast płynąć, idą na dno. Moje emocjonalne baterie pokazują stan krytyczny, domagają się doładowania. Oszczędzę Wam dalszego narzekania i napiszę tylko, że jestem już w drodze, by odpocząć, rozluźnić ciało i wywietrzyć głowę. Wystarczy mi kilkadziesiąt godzin i kilkaset kilometrów. Wrócę z plecakiem nowych sił i z kieszeniami wypełnionymi pozytywnym myśleniem. Oby wystarczyło. Życzę i Wam udanego odpoczynku i zresetowania codzienności.

dop.
Jak się okazało, coś źle ustawiłam i notka się nie ukazała, a ja zdążyłam już wrócić. Było tak jak chciałam, ale o tym następnym razem :-)


 pics by Jimmy
boots: Bronx
pants: H&M
shirt: SH
bag: SH
jewelry: MMM (comming soon)
hat: Wit Leather
watch: Swatch