2011/04/22

Go make memories, beautiful memories

Obejrzałam wczoraj polecany przez Ulę dokument Surfwise opowiadający o Dorianie Paskowitzu , który po dwóch nieudanych małżeństwach, ale i osiągnięciu sukcesu jako lekarz, zdaje sobie sprawę, że musi odnaleźć samego siebie i tym sposobem porzuca swoje całe dotychczasowe życie na rzecz przygody, surfowania i - co przyjdzie w niedługim czasie - pięknej żony, która uświadamia mu, że sukces szczęśliwego życia, to w dużej mierze udany seks. W ciągu bodajże 10 lat urodziło im się dziewięcioro dzieci. Wszystkie wychowuje w izolacji od świata rzeczywistego, nie pozwala im chodzić do szkoły, ich całym życiem była przyczepa kempingowa i ujeżdżanie fal. Dokument spodobał mi się nie tylko dlatego, że opowiada niesamowitą, prawdziwą historię, ale i dlatego, że pokazuje i dobre i złe strony takiego pomysłu na życie. Polecam wszystkim, bo daje do myślenia i pięknie odrealnia choć na chwilę. Pozwolę sobie przytoczyć ten sam cytat, który wyróżniła Ula:

"It's easier to die when you have lived, than it is to die when you haven't.
So I say to all of young people: go make memories, beautiful memories. When the time comes for you to go, you will not go alone."



pics by Jimmy
blouse: SH
pants: Zara
shoes: Ryłko
butterfly: MMM (more information soon :))
jacket: H&M + DIY safety pin eagle
ring: My Granny's

2011/04/16

Pretty in Scarlet

Z ciekawości kliknęłam w losowy klip na youtubie, później sąsiedni, później przypomniałam sobie o podobnym wykonawcy i nim się obejrzałam minęło kilka godzin, a ja odgrzebywałam kolejne to ulubione twory muzyczne. Słońce zdążyło schować się za domami i nie zauważyłam nawet, gdy w pokoju zrobiło się całkiem ciemno. Monitor niczym lampka nocna, był moim towarzyszem w odkurzaniu wspomnień. Nawet smutne melodie przyprawiały o uśmiech. Trochę jakbym wracała po długiej podróży do domu, gdzie czekało na mnie wygodne łóżko, ciepła herbata i spokój znajomych ścian. Rozsiadłam się wygodnie i delektowałam przepływającymi dźwiękami. W takie wieczory muzyka brzmi po prostu lepiej, nawet te utwory, które słuchało się już tysiące razy. Ciężko mi wybrać jeden, ale niech będzie to kawałek pochodzący z płyty "Walking On A Thin Line", która była jedną z pierwszych w moim życiu, którą przesłuchałam niezliczoną ilość razy. Zespół dobrze znany, więc nie będzie to żadne odkrycie, jednak nie ukrywam - miałam bzika na ich punkcie :-)





pics by Jimmy
shoes: F&F
skirt: New Look
vest: Wit&Wisdom
bag: Stradivarius
feather necklace: MMM (my handmade - more information soon :))



A to dzisiejsze popołudnie :)

2011/04/12

Cartoon Hero

Podczas porządków życiowych, które trwają od bliżej nieokreślonego czasu, poukładałam również kwestię fotograficzną. Dzięki Jimmiemu i jego wytrwałości do uczenia się projektowania stron www, po bodajże trzech latach, moje portfolio internetowe ponownie ożyło. Wprawdzie nie wszystkie rzeczy chciały się podporządkować, dlatego w samych zdjęciach nadal panuje chaos, ale mimo to chwalę się swoją nową stroną z nieudawaną przyjemnością. Zapraszam Was serdecznie na www.anitasuchocka.com

A teraz pozostaje trzymać się postanowienia, że uda się przerwać również bezruch w tworzeniu nowych sesji, bo chyba naprawdę mi już tego brakuje.





pics by Jimmy
pants: Zara
shoes: Ryłko
tee: Przywara Strzałka - Pakamera.pl
bag: SH
jacket: Jimmy's

PS Zrobiłam porządki w szafie i wystawiłam kilka rzeczy na allegro [Klik]

2011/04/04

Spotkanie z Sir Lancelotem

Snu niespełna cztery godziny, przerwane telefonem alarmowym. Wprawdzie to nie mnie wzywano, ale poranna wrzawa wybudziła mnie wystarczająco, by odpuścić sobie dalsze leżakowanie. Wszędzie jakby ciszej, za oknami już jednak jasno. Leniwa niedziela. Patrzę za zegarek, który pokazuje nienaturalnie wczesną na mnie porę i ogarnia mnie wrażenie, że na wszystko mam czas.

Leniwie kroję warzywa i raczę się na śniadanie mini sałatką, która smakuje wyśmienicie. Chwila lenistwa, po czym wybieram się już w towarzystwie Jimmiego na wycieczkę rowerową, pierwszą w tym roku. Po zniesieniu roweru i pierwszym zetknięciu ze świeżym powietrzem wracam, by założyć również po raz pierwszy - krótki rękawek. Czuję niesamowitą lekkość. Policzki szybko nabierają rumieńców od otulającego słońca.

Jedziemy na Perłę Zachodu, a podczas powrotu okrężną drogą zahaczamy o niepozorną wieżyczkę. Zostaję zapoznana z jej małą-wielką tajemnicą. Wieża Rycerska w Siedlęcinie jest oddalona od mojego domu o zaledwie kilka kilometrów, a mimo to nie wiedziałam jaki skrywa w sobie skarb. W XIX wieku odkryto tam, pełne symboli, niezwykłe malowidła opisujące historię Lancelota, Ginewry oraz Króla Artura. To jedyne w Europie zachowane freski z legendą Sir Lancelota z jeziora. Muszę przyznać, że zobaczenie ich na żywo zrobiło na mnie nie lada wrażenie.


Mam zadanie  dla tych, którzy lubią tu przychodzić, którym ten blog daje coś dobrego. Zorientujcie się, czy i w Waszej okolicy nie ma jakiegoś historycznego miejsca. Zamku, pałacyku, parku, wieży... Być może byliście tam jako dzieci. Wcześniej byłam dość nieczuła na obcowanie z historią, ale jak się okazuje, z wiekiem nabrało to nie tylko sensu, ale i dało mi dużo satysfakcji.

Żeby jednak nie było aż tak patetycznie i historycznie, mam dla Was pewną niespodziankę, która powstała również w tę piękną, słoneczną niedzielę...



(cierpliwym polecam jakość 720p lub większą)

video shots by: Jimmy
skirt:  Mango
jacket: sh + handmade back
hat: Wit Leather
top: Orsay
shoes: Vintage