2011/02/16

Skostniałe palce

Uczucie, które najbardziej mnie obecnie dotyka to tchórzostwo. Moje własne. Wymieszane z garścią bezsilności. Niewzruszona woda moich planów, zamarza. Brak zasilania, energii na uruchomienie maszyny łamania lodowej skorupy. Niepokojący zastój. Łapię za spróchniałe wiosła moich możliwości i staram się wydrapać z otaczającej pułapki. Doprowadzam swoje ciało do fizycznej kapitulacji, ale choć na chwilę przestaję czuć zimno.

Powoli jednak stalowe niebo ustępuje. Już niedługo wyłoni się słońce.

pic by Jimmy
shoes: DeeZee
dress: Stradivarius
vest: SH

2011/02/13

Countryside

Tak jak się obawiałam, a może bardziej spodziewałam, proces mojego dziczenia nadal postępuje. Otwartość emocjonalna na obcych ludzi działa - wbrew oczekiwaniom - dość izolująco. Krótkie wizyty w dużych miastach nie sprawiają mi przyjemności, choć przypominam sobie jak to jest chować się w tłumie. Chodzę wolniej. To tak, jakbym na złość zaburzała rytm miasta, które mija mnie z pośpiechem. Bunt na miarę nastolatki z problemami wieku dojrzewania, byle się nie wpasować. Patrzę na twarze, które po chwili stają się tylko barwną smugą i piszę ich wymyślone historie. Składam, niemo opowiadam i wyrzucam. Sekundowi bohaterowie niekończącej się powieści.

Rozważam ucieczkę w dzikie Alpy i schowanie się w małej, drewnianej chacie. Tak tylko teoretycznie.





pics by Jimmy
skirt: New Look
peace tee: Moschino/SH
vest: Wit&Wisdom
feather necklace: handmade
hat: Wit Leather

2011/02/05

Perła Zachodu

Miałam wrażenie, jakbym znała to miejsce na pamięć. Jakiś czas temu spędziłam dzień, noc i pół kolejnego dnia na patrzeniu na most. W słońcu, mroku czy o świcie, przemierzali go zmęczeni ludzie, których numery notowałam na karcie. Zdarzyło mi się też jeździć tam na rowerze. Po dość męczącym, choć krótkim odcinku pedałowania pod górę, siadałam w końcu na ławce przy chacie i popijałam zwycięskie piwo patrząc się w to samo miejsce. Dziś jednak poznawałam je od nowa. Nie było nikogo, a ja po raz pierwszy podziwiałam Perłę Zachodu zimą. Zmrożoną, surowszą, dzikszą. Piękniejszą. Była groźniejsza, jakby zapomniana przez tych wszystkich ludzi, który przyjeżdżają całymi stadami, by napić się piwa i pogapić na most. Ja też przez chwilę zapomniałam. O wszystkim.






 


pics by Jimmy
pants: Grandma handmade
jacket: sh + handmade
hat: Wit Leather
boots: Bronx
blouse: H&M