2011/01/31

Las cieni

Stałam po środku pustki, która latem była stawem. Weszłam na nieskażoną śladami powierzchnię i przez chwilę nie wiedziałam, czy się zapadam, czy jestem bezpieczna. Dopiero, gdy na podeszwach zobaczyłam błotne fundamenty, uziemiłam swój strach.

Byłam w tym miejscu o każdej porze roku i nie wiem kiedy wygląda najpiękniej. Wspólnym mianownikiem są bajeczne promienie, które właśnie tam wydają się najdłuższe. Szatkują drzewa, przeciskają się między gałęziami, a ostatnio miałam wrażenie, że wybrały się na śnieżne lodowisko. Gdy pokochałam fotografię i zaczęłam postrzegać świat przez małe okienko w aparacie, zauważyłam cienie. Często pomijane szaro-szare obrazy, które w swojej dziwaczności i prostocie, decydują o charakterze obrazu. Niezastąpione.






pics by Jimmy
pants: Zara
shrunken Jimmy's sweater
boots: American Eagle (20-year-old)

2011/01/28

Złodziejka listów

Gdy już zdmuchnę ostatnią świeczkę, sprawdzę, czy zamknęłam drzwi, wytrzepię poduszkę zmęczoną zeszłonoconymi przemyśleniami i schowam się w chłodnej jeszcze pościeli, zaczynam swój dzień.

Kiedyś nie rozumiałam, dlaczego dzień rozpoczyna się o północy. Bez sensu, przecież ludzie wtedy zazwyczaj kończą. Pracować, rozmawiać, czytać. Dopiero zeszłej nocy zdałam sobie sprawę, że może jednak jest w tym trochę prawdy. Gdy okaże się, że po zgaszeniu świateł, noc wcale nie jest taka ciemna, gdy kołdra nie jest już zimna, a dźwięki milkną, myśli wyplątują się z całego dnia.

Rzadko zdarza mi się zasypiać od razu, co wywoływało u mnie frustrację, póki nie nauczyłam się z tego korzystać. Układam, planuję, rysuję. Przepełniam głowę rozmaitymi szkicami, szukam rozwiązań. Po chwilowym chaosie i narastającej czasem panice, wtulam się mocniej i nagle okazuje się, że wszystko ma swoje miejsce, ma sens. Wtedy zaczynam pisać. Bawię się słowami, paruję, przekładam, wymieniam. Niewidzialnym długopisem, wypełnionym atramentem z dużą zawartością emocji, ogłupiam rozum. Napisałam mnóstwo takich listów, większość nigdy nie została utrwalona, choć wracam czasem do nich innej nocy. Dziękuję, przepraszam, opowiadam. I przez łzy, i z uśmiechem odciśniętym na poduszce. Czasami je spisuję, jak dziś.


 


Poznaję się z Radiohead. Obudziłam dziś swoje niemrawe ciało tą piosenką i mam wrażenie, że mimo szarości za oknem, to będzie naprawdę dobry dzień.

velvet dress, belt: SH
ring/earrings: handmade

2011/01/23

Moon Cat

Jeśli temperatura powietrza wynosi 20st to ile wynosi temperatura deszczu? To pytanie wpadło do mojej głowy podczas wymuszonego samotnego spaceru i przez chwilę głowiłam się najpierw nad odpowiedzią, a później nad dziwacznością mojej zagadki. Nie umiem chodzić bez celu, nie potrafię spacerować sama. Uczę się, bo wiem jak wiele dobrego może dać taka chwila izolacji. Tylko że, to nie bloki najlepiej chłoną nasze problemy, a drzewa. Nawet ze zmrożonymi gałęziami. Wspominam zeszłoroczną ucieczkę w dzicz, gdzie nawet specjalne ochraniacze na buty nie wygrały z ilością białego puchu. Przemoczone od stóp do głów siadałyśmy z siostrą przy kominku w drewnianej chacie i kosztowałyśmy kolejnych wypieków gospodarza schroniska, który dla każdego gościa miał darmowe specjały. Spacerowałyśmy razem, ale nie brakowało nam przestrzeni. Potrafimy nie zdusić swojej samotności przy sobie i być razem, gdy dzielą nas setki kilometrów. Ale dziś... dziś tęsknię za wspólnym wygrzewaniem skarpet w Chatce Robaczka.




pics by Jimmy
velvet skirt: secondhand
tee: hand-painted
hat: Wit Leather
scarf: gift from friend from Berlin


Od dłuższego czasu szukałam odpowiedniego kremu dla mojej wybrednej cery i muszę przyznać, że zostałam bardzo mile zaskoczona przez firmę polską. Dostałam do testów kremy i kosmetyki do makijażu od firmy Dax Cosmetics linii Cashmere. To co mogę z szczególnie polecić to seria kremów, na dzień, na noc i pod oczy, które uporały się w końcu z suchością mojej cery, tak samo jak satyna i korektor bardzo dobrze spisały się w makijażowym boju. Rzadko podejmuję się testowania kosmetyków, ale w tym przypadku z pewnością było warto.

2011/01/16

On Our Own

Mój tydzień nie opiera się na regularnych godzinach pracy. Raczej na krótkich regularnych tęsknotach. Mimo braku stabilności, wpadłam jednak w drobne koleiny, które normują moje życie. Rozróżniam dni pracujące od weekendu, śniadania od obiadów. Zamiast rutyny, jest w tym pewien spokój. Jest i radość z leniwej soboty, której wyczekuję już od poniedziałku. Najlepsze lenistwo to to, którego można doświadczać nie z kimś, a obok kogoś. Nic nie musieć, nigdzie się nie spieszyć. Gdy jedno czyta książkę, a z drugiego końca pokoju dobiegają melodie z ożywionej gitary. Gdy w każdej chwili można się przytulić do drugiej osoby, która drzemie. Zakłócić płytki sen, by zaspokoić deficyt czułości. I tak na zmianę, a w międzyczasie podsuwać sobie herbatę z miodem czy jajecznicę z kromką świeżego pieczywa. I to wszystko w pokoju ze skosami, z którego tak bardzo lubię patrzeć na góry.

 
 




 pics by Jimmy
sweater & belt: sh
necklace: Camieu
hat: Wit Leather
shoes: Bronx
fringe leggins: Tk Maxx

PS Nie, nie gram na żadnym z tych instrumentów :-)

2011/01/14

Black

Nie pamiętam, żebym miała świra na punkcie jakiegoś zespołu. Nie miałam plakatów nad łóżkiem, naszywek na tyłku, piórników, przypinek na plecaku ani ołtarzyków z płyt i wycinek z gazet. Pamiętam jednak, że muzyka dawała mi coś, czego inne rzeczy nie potrafiły. Sprawiała, że skakałam po kanapie, wydzierałam się wniebogłosy, płakałam z mocno zaciśniętymi oczami, zatrzymywała oddech, uwalniała. Wiem, że ostatnio panuje moda na wypełnianie swoich list odtwarzania zespołami, o których prawie nikt nie słyszał. Znam kilka takich i mimo że ich dorobek rozwija moje muzyczne horyzonty, tak - o banalna ja - najbardziej rozczulam się przy hitach z list przebojów. Jestem uzależniona od "Black" Pearl Jam'u, potrafię słuchać tej piosenki w niezdrowych ilościach. Czasem mnie uspokaja, czasem wzrusza (szczególnie w tej wizualnej wersji). Do pokoju wpada słońce. Grzeje mnie po długiej przerwie, a ja się w nim rozpływam, nucąc pod nosem tak dobrze już znane słowa. Dziś Black smakuje wyjątkowo dobrze.




 pics by Jimmy
dress: New Look
necklace: Camieu

2011/01/06

Spider's web

Obejrzałam ostatnio filmik, który potępiał facebooka i dał mi trochę do myślenia, ale nie nad samym protestem i rzuceniem swojego internetowego "ja" w pizdu, ale nad brakiem złotego środka. Internet nie jest zły, nie jest potworem pożerającym nasze prawdziwe życie. Jest tym, czym my chcemy, żeby dla nas był. Tylko nasze lenistwo i odnajdowanie wymówek dla ucieczki od codziennego marazmu trzyma nas w pułapce. Dzięki sieci zaczęłam robić zdjęcia, bo właśnie w niej odnalazłam inspirujące obrazy. Zyskałam dostęp do wyżej półki jakości, z którą na co dzień, w małej miejscowości, nie miałam styczności. Poznałam wspaniałych, inspirujących ludzi, którzy potrafili bezinteresownie pomóc drugiej osobie. Umocniłam poczucie swojej wartości, uodporniłam się na krytykę. Rozwinęłam kilka zainteresowań, o których jeszcze parę lat temu nie pomyślałabym, że dadzą mi tyle satysfakcji. Kiedyś faktycznie byłam w szponach wyniszczającego potwora, który wysysał ze mnie życie, traciłam kontakt z bliskimi, buntowałam się przeciwko rzeczywistości, nie czułam potrzeby by w niej istnieć, jedynie funkcjonowałam. Dziś dociera do mnie, że Internet jest jedynie wtedy dobry, gdy czerpiemy z niego inspiracje do rozwoju w świecie rzeczywistym. Wirtualna wiedza, umiejętnie selekcjonowana, może dać ogromne możliwości. Staram się sprawnie balansować. Reguluję swoje odchyły od złotego środka, by ponownie nie zatracić się w bezsensownym klikaniu. Piszę Wam o tym, bo jesteście dużą częścią mojego wirtualnego świata. Czuję pewną zależność od Was, ale zamiast mnie trzymać na smyczy, swoimi słowami dajecie mi poczucie, że i ja mogę być częścią tego inspirującego Internetu, tego, który daje coś więcej, niż bezsensownie stracony czas.

Wkrada się tylko drobny niepokój, że te przemyślenia pojawiają się w chwili, gdy na moim osiedlu zabrakło sieci. Bo jakoś, gdy jest, brakuje czasu, by się zatrzymać i przez chwilę nad tym wszystkim zastanowić.








pics by Jimmy
dress: Oysho
belt: Tercja
boots: Bronx
snake earring: Restyle